Praca, praca, praca…
Sam już nie wiem czy to jest fajne. Pobudka przed 6, do pracy na 7, w międzyczasie łapię dobry temat. Krótka przerwa i jadę na miejsce. Trochę wcześniej, niż mi zalecano, oglądam, wszystko się oczywiście wydłuża, na koniec jest takie zamieszanie, że trudno od ludzi cokolwiek wyciągnąć. Wracam do domu dopiero o 21. Do późna, zbieram myśli co i jak zrobić i kto musi mi dostarczyć brakujące informacje. Czas na odpoczynek. Śni mi się praca. :/ Następnego dnia dzień pozornie wolny, bo trzeba wyegzekwować informacje od tych, którzy obiecali je dostarczyć i zdążyć napisać reportaż przed deadlinem. Jej!
A mam jeszcze tyle prywatnych spraw do załatwienia…